![]() |
|
CMQ's garage Odwiedzam |
W. 2012-05-20 22:40:09 Tak bardzo mi Ciebie brakuje. Nadal łapię się na tym, że nie moge pojąć, że Cię nie ma. Nie mogę nadal w to uwierzyć. Kiedy wiozłem rodziców na samolot nową, piękną drogą, z daleka zobaczyłem wieżę. Twoją wieżę. No i musiałem w drodze powrotnej zrobić sobie nieplanowany postój. W Twoim bracie znalazłem nagle jakieś Twoije cechy. Podbne reakcje, podbne gesty, podobny śmiech. Chłonę to jak gąbka. Dziś, zupełnie jak Diane Keaton w "Lepiej póżno niż później" nagle wybuchłem płaczem. Potem spokój. Myśle o Tobie cały czas. Jeśli ja mam takie "cosie", to co ma powiedzieć Rodzina? Wojtek, ja pierdolę! skomentuj (0) ... 2012-04-11 23:01:04 Wszystko się kiedyś kończy. Miłość, nawet jeśli przetrwa w żyjących, to jedno z nich ze swoją śmiercią zabierze i ją. Nie dziś, to jutro. Przyjaźnie rozpadną się, więzy poluzują, drogi rozdzielą. Drzewa obumrą. Skały załatwi erozja. Malediwy zabierze woda. Kwitnące firmy w końcu staną twarzą w twarz z recesją czy kaprysem rynku. To, bez czego dziś nie można żyć jutro bedzie jedynie śmiechem lub wspomnieniem. Drogi rozjadą się w koleiny, popękają i skruszą. Wszystko się rozpada i znika. Kwiaty, drzewa, metal, plastik, ludzie. Wszystko, co robisz - miłość, seks, wyjazd na narty, praca, zakupy, dobry obiad - jest wytłumieniem i zapomnieniem tej jednej, jedynej nadrzędnej prawdy. Że jesteś chodzącymi prochami. Wpadłem w jakiegoś doła? Pierdolę? Wiesz, że to, co piszę to prawda. Jeśli jesteś silny, ta wiedza Cię wyzwoli. Nie czuję się dziś silny. Może jutro. skomentuj (1) . 2012-02-27 22:13:47 Żołądek skręca mi się do maksimum. W głowie mi huczy, szumi, pulsuje i boli. Płaczę co chwilę, ręce mnie nie słuchają. Nie mogę niczym zająć myśli, nie mogę spać. A chcę spać i obudzić się za jakiś miesiąc, rok, cokolwiek. Niech to już minie, proszę. Zrób coś. skomentuj (0) Do zobaczenia, Wojti. 2012-02-26 18:09:50 Przyszło mi pożegnać Cię w sposób, w jaki myślałem, że nigdy nie będę musiał. Zapewne minie sporo czasu, zanim powody Twojego wypadku zostaną odkryte. I tak, jak bardzo chcę wiedzieć, co dokładnie Cię nam odebrało, to nie zmienia to nic w bólu, pustce i potwornego smutku, jaki odczuwam. Powierzaliśmy sobie sekrety, których nie umieliśmy dzielić z innymi. Czuwaliśmy nad sobą w momentach, gdy ten drugi tego wymagał, a wiedział, że nikt inny nie wywiąże się z tego zadania. Zawsze byłeś osobą zdystansowaną i skrytą, ale tylko pozornie. Pamiętam bardzo dobrze, gdy powiedziałeś mi, że jestem jedną z najważniejszych osób w Twoim życiu, Twoim przyjacielem i żebym nigdy nie myślał, że jest inaczej. Ludzie nie umieją sobie mówić takich rzeczy. Ludzie umieją coraz mniej, zamykają się w enklawie własnego skurwysyństwa, tylko nazywają to nieco ładniej. Kontakt potem odrobinę stracił na intensywności, doszła praca, rozjazdy, nowi znajomi, słowem życie. Ale więź pozostała. Każde nasze spotkanie pamiętam, każde było dla mnie ważne. Obojętnie czy to beztroskie pogaduchy przy kawie, czy nieco poważniejsze rozmowy o naszych problemach. Zawsze mogłem powiedzieć Ci wszystko. Mogliśmy też wspólnie pomilczeć, a z nie każdym tak można. Trywialne hasło z leciutkiego filmu akcji (zresztą akcja rozgrywa się w Miami...) głosiło, że przez życie przejdziemy razem. Że koniec jest odległy, że będziemy starzy, siwi (Ty) lub łysi (ja). Że odejdziemy kiedy każdy możliwy obserwator powie, że czas był odpowiedni. Dlatego też ja, król racjonalnego podejścia, bardzo dlugo wpatrywałem się w ekran telefonu, na którym widniała jakaś bzdura, że Cię nie ma. I czekałem aż ta bzdura zniknie, aż się obudzę, lub zaraz przyjdzie drugie info, że to po prostu nieprawda. Zostawiasz mi po sobie masę wspomnień, różnego kalibru. Zarzyganie całej skarpy kiełbachą na działce u Boczmena i taniec na dachu 126p, którego do teraz za chuj nie mogę sobie przypomnieć. Wspólne test drajwy autami dużymi i małymi, z których jeden skończył się kosmetycznym rozjebaniem Twingo a drugi ścięciem znaku drogowego i rozjebaniem skrzynki wysokiego napięcia za pomocą Leganzy. Wieczór kawalerski, podczas którego kręciliśmy bekę z Miśka Koterskiego i Bożeny Dykiel łapczywie wpierdalającej barszcz z pasztecikiem. Twoje rozstanie z Olą, Twoją walkę o Nią, Wasz ślub i naszą radość z tym związaną. Nigdy przyznanie się do błędu nie było dla mnie większa radością, niż wtedy. Nasze obsesyjne zapuszczanie długich włosów by być jak Nick Slaugter i zdjęcie na masce Nissana, gdzie pozowaliśmy Mlode Wilki. Nadal uważam, że mieliśmy potencjał. Szyderę z kolegi w kinie, co siedział przed nami na filmie z Seagalem z dziewczyną, na której chcial zrobić wrażenie. Prosił, zeby mu czytać napisy, to mu czytałeś. Jak wyskoczyliśmy w dwójkę do (jak się potem okazało) mega niebezpiecznych fanatyków piłki nożnej co nam bilety na Star Wars zajebali. Wszyscy nasi "koledzy" uciekli, my dwaj zostaliśmy. I nic nam się nie stało. Twoje zdjęcie z nart z podpisem "kolejny nudny dzień w biurze" - ja właśnie wtedy siedziałem w biurze. Twój zaciesz, gdy zamierzałeś właśnie coś becznego powiedzieć. Twoją bezinteresowność i gest. Twoj cudowny dystans do tego, co posiadasz, Twój dystans i luz wobec krzywdzących głosów ludzi, które zabolały mnie bardziej niż Ciebie i bolą mnie do dziś. Związana z powyższym polityka kiwającej się makiety żandarma z filmu z De Funesem. Twój osobliwy sposób podchodzenia do rzeczy bolesnych, który zawsze potrafiłem zrozumieć. Nasz ostatni obiad w Trattorii, gdzie jaka się okazało, widziałem Cię po raz ostatni, gdy cieszyłeś się na swój wyjazd do USA. Wiem, że ktoś może pomyśleć, że dostałeś to, co chciałeś. Małe samoloty ciągle z jakiegoś powodu spadają. Doigrał się. Pierdolenie. Nie ma nic gorszego, niż zachowawcze życie z myślą, by nigdy nie robić tego, na co ma się ochotę. Siedzenie w czterech ścianach, obserwowanie jak rośnie konto, stres dnia nastepnego. Ty robiłeś to, co chciałeś, realizowałeś swoją pasję i żyłeś pełnią życia. Gdybyś tego nie robił nie byłbyś sobą, moim przyjacielem. A śmierć może przyjść po nas w każdej chwili, za rogiem i nie w samolocie. Powiedzieliśmy sobie kiedyś, że spełniając swoje marzenia, pasje, zachcianki dajemy sobie szczęście. Szczęśliwy człowiek to lepszy człowiek. I w związku z tym że "kiedyś" to zakamuflowane "nigdy", Twoje plany były zawsze konkretne, realne i określone w czasie. Imponowało mi to, bo na swoją skalę robię podobnie. I będe to robił nadal. Dla siebie, dla barwnego życia, a teraz - także i dla Ciebie. Poza wspomnieniami zostało mi jeszcze kilka wspólnych zdjęć (trafią w ramki do mieszkania, którego już Ci nie pokażę, a z którego razem ze mną się cieszyłeś), nr telefonu, który już mi nie odpowie, a którego nie skasuję i konto na facebooku, na które patrzę i nadal nie wierzę. Wojtek, kurwa mać. Nie tak się umawialiśmy. Żegnam Cię więc tak, bo nie mam tego jak i komu powiedzieć a po prostu muszę. Muszę to z siebie wyrzucić, podzielić się ze sobą, Tobą i wszystkimi tymi, którzy dziś po Tobie płaczą. To jest dla Ciebie, dla mnie i dla Nich. Kiedyś w myślach dokończyłeś czyjeś słowa "nie znasz dnia ani godziny..." hasłem "..kiedy dopadną Cię skurwysyny". Oddajcie Wojtka, skurwysyny! skomentuj (5) treinta y dos. puto. 2011-11-18 22:29:59 To, jak dobry jestem i jak bardzo mam gadane oraz ile we mnie woli działania, decyduje o tym, jak ogarniam to, co dla mnie wazne. Niestety, za mało we mnie wyżewj wymienionych cech, by ogarnąć więcej i lepiej. Czas więc odkryć w sobie to, co mózgojeby przekazują w książkach i na kursach dla ludzi pozytywnie zmotywowanych. Czasu coraz mniej i to mnie martwi. Prezesi banków powoli stają się moimi rówieśnikami. skomentuj (0) Ogrom tragedii. 2011-11-10 23:48:04 Afera. I to jaka. Odważyłem się zrezygnować z kroczenia ścieżką, która nigdzie nie wiodła. Miałem dosyć wyboru między złem a mniejszym złem. Miałem dosyć sztampowości i tępego trendu do powtarzania po sobie, do ulegania nastrojom, bo inni tak robią. Jak krytykuje się PiS to jedzie się totalnie, absolutnie i na wszystko. A ja np nie uważam, że wszystko co powie Kaczyński jest bzdurą. Nie lubię go, nigdy na niego nie głosowałem i nigdy nie zagłosuję. Niemniej gdy powie coś, z czym mi po drodze - przyznam to głośno. I tak samo głośno przyznaję, że powinien był zrobić sobie zdrowotny urlop od polityki, gdy stracił swą lepszą połowę. Ale nie o tym chciałem. Męczy mnie PO, partia mając aparcie na wizerunek ludzi oświieconych, ogarniętych i profesjonalnych. Myślących po europejsku. No i tak dochodzimy do Palikota. Nie do końca lubię gościa, bo często środki wyrazu, jakich używa, są nie na miejscu. Za to jego idea państwa, jego poglądy na masę spraw są dokładnie tym, co myślę a zwykle nie mówię. No właśnie. Każde jego działanie obnaża to, co tak mnie w tym kraju wkurwia. Jesteśmy państwem świeckim? Jesteśmy. No to skąd domniemanie zgody na defaultowy krzyż wszędzie? Skoro konstytucja pozwala w tym kraju swobodnie żyć ludziom innych wyznań, to dlaczego na tym kończyć dobry zapis i wpierdalać się z religią i symboliką krzyża wszędzie, gdzie się da? Jestem powiedzmy zielonoświątkowcem, posyłam syna do szkoły i podczas gdy inne dzieci siedzą na lekcji religii on musi spierdalać na korytarz? Palikot naprawdę ma jaja. Poza gadaniem sięgnął po grubsze narzędzie. Ludzie mają u nas nadal zajebisty problem z gejami i transseksualistami. Uważają to za chorobę psychiczną, przecież skądś bierze się "pedał" jako forma obelgi. Co robi Palikot? Bierze takich ludzi i pakuje ich wszystkim przed oczy. Są, chodza po ziemi i mają zagwarantowaną wolność przekonań. A skoro tak, to nie można ich spalić, zakneblować i zdegradować do roli woźnego. Mieliśmy wieki, by to ogarnąć, Grecy, Rzymianie...tematy homo były na porządku dziennym już wtedy. W czym, kurwa, takie wielkie halo? Jestem zdania, że uznana klasa polityczna z obrączkami na palcach i "wielkim dorobkiem" na karku nie dorasta do pięt Robiertowi Biedroniowi. Dlaczego? Oni tak naprawdę nie zrobili za wiele, bym poczuł się lepiej w tym państwie. Ich "siła" polega na wzajemnej walce, opluwaniu i potwornej fałszywości. Powiedzą wszystko, co dobrze zabrzmi i nie ujawnią się z niczym, co obniży notowania. Tyle że ujawnili się kręcąc bekę z Biedronia. Wyszło to, co myślą. A stanął przed nimi gość, który otwarcie swoje przekonania deklaruje. I to okazuje się być takim problemem. Zaczynam mieć naprawdę spory ubaw gdy rzucam hasło "tak, głosowałem na Biedronia". Armageddon. Starsi ludzie nie wiedzą, co mają zrobić. Milkną. Na twarzach ból o skali "właśnie dowiedziałem się, że mam córkę w burdelu". Młodsi w dużej części mają mieszane odczucia. W sumie to przecież nadal mnie lubią. W sumie to mam żonę więc musze być hetero. Nie no, wybaczmy mu. Jakaś część jest na szczęście ludźmi o pewnym poziomie świadomości, dystansu i klasy więc pewne rzeczy sa dla nich po prostu normalne. Rodzina? No, cóż. W teorii bycie postepowymi wychodzi im zdecydowanie lepiej. Dla mnie nie decydują preferencje seksualne, staż w sejmie, pompowane gównem deklaracje. Dla mnie decyduje autentyczność, szczerość i poziom. Co mi więc po bucu z obrączką na palcu? To za niego było wczoraj wstyd, nie za Biedronia. skomentuj (0) tck tick tick, dick. 2011-10-12 00:06:42 Zegar tyka. Bezlitośnie zbliżamy się do chwili w której albo srogo się zawiodę, albo zawiodę się ciut mniej. To tak, jak w wyborczym pierdoleniu "wybieram mniejsze zło", tylko że tu ja nie wybieram, tylko czekam. A co do wyborów, to wybrałem trzecią opcję. Dla mnie i tak była pierwszą. Dobranoc. skomentuj (0) |
R-kive 2012 |